Za oknem już prawie zmierzch, więc zajęcia na miejscu. „Wywoływania duchów cd.”, jak sklonować coś, kogoś, na dłuższym czasie, portretowanie, i przeglądanie prac domowych.
Dzisiaj tylko troje odrobiło lekcje, reszta usprawiedliwiała się jak małolaty w podstawówce, (w tym i ja niestety) solennie obiecując poprawę. Uszło nam na sucho, bo sprawdzająca łagodnością się odznacza, a my leniuszki, odpowiednio skruchę okazać potrafimy. Jak się robi „klony” już wiemy, tyle że jeszcze wprawy brak, ale to do zrobienia.
Trzeba przyznać, że praca na długich czasach może być niezłą zabawą. Gdy już doszlifujemy się w tym temacie, na pewno się pochwalimy.
Póki co, parę portrecików (przy okazji strzelonych), parę kadrów dokumentujących naszą pracowitość, i kilka prac domowych, tych, co wzorowo je odrobili. (leniuszków pominiemy milczeniem!)















zemsta.., cały czas ja robię ich, to raz oni mnie!

ps. To nie prawda że jestem „Lazy”, jestem bardzo pracowita, i to jest wersja oficjalna, i jej się będę trzymać!
i Kolejne zadanie domowe, a tematem jego było…, zima, ja z perspektywy, (czyli, autoportret niekoniecznie „normalny”), duchy (czyli, się coś rusza – na dłuższym czasie), i …, co tam kto jeszcze zmajstrował, a chce się pochwalić.

























dzięki za odwiedziny i do zaklikania:)



