Witam! To znowu ja i moja relacja z działalności „Balansowiczów”! Czwartek za nami, więc jest co relacjonować.
Spotkanie jak zawsze w tematyce fotograficznej, ale i kulinaria też zahaczyliśmy, a raczej podjedliśmy! Tym razem Marek coś na ząb doniósł i zostało to przyjęte z dużym uznaniem.
Podjadaliśmy, ale nie tylko.

No dobrze, poddaję się! na początku podjadaliśmy, ale co mieliśmy robić, gdy to leżało w pudełku, pachniało i prawie mówiło, „zjedz mnie, ugryź mnie, wymlaskaj mnie”, no to mlaskaliśmy przeżuwając. Ale i do pracy też się zabraliśmy.
Jak wiadomo wszem i wobec (a jak nie wiadomo, to piszę otwarcie i zgodnie ze stanem faktycznym), fundusze nasza sekcja ma skromne.
Ile? tyle żeby na więcej nie starczyło, więc chcąc mieć namiot bezcieniowy, to zamiast kupić, postanowiliśmy zrobić!
A co? My nie damy radę???
Jeden kolega zrobił stelaż, druga koleżanka obszyje go czym należy, a reszta będzie podziwiać i użytkować!!!

Zobaczycie jakie foty będziemy tworzyć! Ani kawałka cienia nie będzie, ale będzie to co w namiocie do zdjęcia doniesiono!
Takie coś, prawie w przestrzeni zawieszone i mające gdzieś prawa grawitacji!
Jednak póki namiot jest w produkcji, to zajęliśmy się zadaniem domowym, którego tematem była FOTOGRAFIA Z KLIMATEM.
Jak zobaczycie poniżej, każdy miał swój klimat, swoje ulubione patrzenie na to co lubi i co mu w duszy gra.

Ale puki będzie to „poniżej”, to podpowiem, że to co powyżej, to to, co się działo w czwartkowe spotkanie. Była więc dyskusja, było namiotu pasowanie, było przeglądanie wspólne zadań domowych.
No dobra, ciastka też jedliśmy, ale co? Miały się zmarnować?

Alicja poszła w klimaty zwierzakowe, ale można to zrozumieć, gdyż, jak ktoś miał takiego kota i wrzeszczącą mewę (jedną z kilkudziesięciu, jak nie więcej!), to trudno było się skupić na innych klimatach. Jak wakacje to wakacje!




Ania skupiła się na wspomnieniach z Jarmarku Michała (nie ma się co dziwić, takie koło może zakręcić w głowie) i nowego kumpla, sierściucha, którym stał się królik.
Obojgu życzymy kilimatyczności we współistnieniu!




Gienia wiadomo! Górskie klimaty, więc i górski tuptacz, włóczęga po szlakach, miłośniczka szczytów w chmurach, i słońca za górami.
Potrafi nie tylko pokazać to co widzi w sposób piękny, ale także dzieli się wiedzą o stronach, w których bywała.
Życzymy dalszych wędrówek po górach i dolinach i czekamy na więcej!



Działka to klimaty Józefa.
Jego pasja, miłość i przywiązanie do kawałka ogrodzonej ziemi, na której ma to, co mu potrzeba, owocuje kadrami, jak jabłonka jabłkami.
A że aparat ma i coraz bardziej się z nim zaprzyjaźnia, to dzięki temu mamy przegląd działalności działkowej, w słowie i obrazie.
Nie poprzestaje jednak tylko na florze, bo jak się jakaś fauna zaplącze między grządkami, to ją też skadruje! A co! jak przyszła, to do fotki i już, a gdy rowerowi się pomyli i zamiast po ziemi, to nad ziemią sobie dynda, to jego też z foci!
A co!



Lucynka poszła w kwiatki.
Nie dziwię się. Ładne to to jest, nieźle się prezentuje, klimatyczność ma, kolory też, więc czego szukać więcej?
A jeśli do tego kwiatostan się lubi, podziwia i hołubi, to wywiązanie się z zadania w tym temacie nie jest problemem!
No i proszę! ładne kwiatki!



Marek klimatyczność znalazł pod greckim niebem, czemu się nie ma co dziwić!
Każdy by tak chciał, ale On chcenie zamienił w mienie i na dodatek podzielił się tymi klimatami z nami. Najtrudniejsze było wybranie (z tej ilości zdjęć), tych czterech, które miały tą klimatyczność reprezentować.
Wybrano to co poniżej.
Fajne, prawda?




Ola i pies! tak można by w skrócie opisać klimatykę Oli. Ale nie ma się co dziwić! Pies to przyjaciel człwieka, Ola jest człowiekiem, pies jest przyjacielem, więc wszystko jest tak jak należy, i pies też leży jak należy. Mieć takie łapy i umieć je pokazać, to jest coś


Pajączek klimatyczność znalazła w rodzinie i roślinkach.
Po czym to widać?
A po kwiatkach, co to Jej własne latorośle donieśli, a to Mężczyzna przy kwieciu i za kwieciem, a to kwiecie bez rodziny. Indywidualnie!
Kwiatki lubi, rodzinę, wiadomo, lubi bo chce, więc i klimat się z tego utkał.
Wystarczyło w kadry to wsadzić i zadanie gotowe! cwaniara! 🙂


Leśne klimaty Wiktorii i psa.
Jest las, jest pies, są grzyby. Trzeba więcej?
No może grzybów by się zdało ciut więcej i może nie koniecznie tych czerwonych z kropkami, ale tak po za tym to wszystko gra!
Leśne klimaty z białymi kropkami na czerwonym tle.
A może odwrotnie?



No i zostałam ja.
Moje klimaty? Światło i cień. Lubię wyciągać to co w cieniu, a ocieniać to co w słońcu.
Można się tym nieźle bawić i przy okazji zaliczyć zadanie domowe.
Prawda że szczwanie to sobie wymyśliłam? 🙂




I tak to załatwiliśmy się z tematem „Klimatycznym”. Jak nam wyszło? to już jak zawsze ocenicie sami.
Jeszcze tylko dodam, iż w związku z tym, że nadal marzy nam się prawdziwe studio fotograficzne, w którym nic nie trzeba przestawiać, składać i chować i gdzie byłoby na tyle miejsca, że każdy znalazłby dla siebie i swojego statywu kawałek podłogi, poczyniliśmy pewne zabiegi, by nam się to marzenie spełniło wreszcie!
Nie! Nie znaleźliśmy złotej rybki, która by nam załatwiła trzy życzenia (też byśmy dali radę- 1-studio, 2- komputer z dobrym internetem, 3- duży monitor), ale inny zwierzak nam się nawinął, więc też go wykorzystaliśmy!
Na pierwszy ogień poszła nasza „Trenerka” , a potem my!
Jedynie panowie się zbuntowali i powiedzieli, że oni się z tego wypisują, bo w panach nie gustują, nawet jeśli są książęcej krwi.
Cóż. Więc my, kobiety, wzięłyśmy to na klatę (czytaj pierś) i zrobiłyśmy co należało!

Czy podziała? Na razie czekamy!
Póki co, transformacji gadziej brak!
Chyba nas w kanał z tym całowaniem i księciem nie wpuszczono?