w ruchu, zaduszki, emocjonalność… .

Nazbierało się zaległości, więc bez zbędnego klepania wpisuję!

Sesja w ruchu zaliczona i udana, Zaduszki, które były zadaniem domowym również odrobione, a i z emocjami także sobie poradziliśmy. Pracowaliśmy uczciwie, i w pionie i w poziomie, i na stojąco, kucająco i nawet czasami i na leżąco. Wszystko dla sztuki!!!!

„Sztuk” naprodukowaliśmy wiele, bo tematów też wiele i z tego tytułu, (a właściwie z trzech tytułów), ilość prac mnoga, a, ograniczona ilość miejsca na tym naszym „kawałku podłogi” (czytaj blogu) wymusza dość ostrą selekcję „radosnej twórczości”. Chciałoby się wszystkie wstawić, bo wszystkie tego warte, ale cóż. Jak oszczędność, to oszczędność.

Spróbowałam trochę ustrojstwo oszukać, i zapodałam kolarze, które pozwoliły na pokazanie większej ilość prac. Że mniejsze? Ale za to więcej:)))).

Tak więc, my i nasza Trenerka, która wydusza z nas i z naszej wyobraźni wszystko co się da, przynosimy tu do wglądu i oceny kolejne nasze prace.

jozefBawcie się równie dobrze jak i my się bawiliśmy:))))

wiktoria1

wiktoria

ola

natalia1

MOJE_3

MOJE_2

MOJE_1

MO_5

MO_4

MO_2 (1)

MO_1

jozef1jozef2

jozef3002

kasia001

lucyna (1)

gienia1

gienia

ela5001ela4

ela3

Alicja3

Alicja2

15058648_1119220884792385_1216226661_n1

15049615_1119223691458771_1555528771_n2

Alicja1I to by było na tyle w tym temacie, a raczej w „tych” tematach.

mamy nadzieję że się nie nudziliście:)

zo zaklikania Kochani:) odwiedzajcie nie tylko od święta:)

Ona nie chciała do trójkąta

Dawniejszy szpital księżnej Doroty stoi nadal, choć pacjenta w nim nie uświadczysz, za to z sufitów i ścian sfruwają niczym ptaszki, kawałki odpadającej farby, pająki dziergają pajęczyny liczone na setki i kilometry, a po korytarzach hula wiatr z kurzem pod rękę. Podobno ma być lepiej, ale póki co jest co jest.

Nie dziwota, że dostając pozwoleństwo, zaanektowaliśmy obiekt na chwil parę i nie tylko. Było na czym obiektywy zatrzymać! Pracowaliśmy zespołowo i indywidualnie.

DSC_0322

Mnie prowadziło i na górę i na dół, i po lewo, i prawo. Zwalniając co raz migawkę, przypomniała mi się opowiastka, którą to gminne wieści niosły.

Dawno, dawno temu, do szpitala Księżnej Doroty przywieziono rannego wojaka. Chłopina był mocno zniszczony i łapiduchy ostro wzięły się do roboty, by zatrzymać w nim ducha, co to już się wybierał za światełkiem w tunelu.

W trudzie i znoju połatali biedaka jak mogli, a gdy już ostatni supełek został zawiązany, przenieśli jegomościa do sali i położyli na łożu. Leżał więc sobie spokojnie, ( chłopina i bandaż), i nie wadził (póki co) nikomu. Co jakiś czas, siostra w białym fartuchu podchodziła do łóżka, spoglądała na pacjenta, twarz do jego ust nachylała, i nie o amory tu chodziło, jeno o to, czy dycha jeszcze czy już nie. Dychał, choć prawdę powiedziawszy nie powinien był.

Dni kilka tak za prawie nieboszczyka robił, a na sali, pacjenci w lepszej kondycji, zakłady zaczęli robić. Czy wyżyje czy ducha wyzionie. Nudzili się, więc taki hazardzik trochę im rozrywki dostarczał.

Niedoszły umarlak, (znaczy się wojak), zawziął się, i nie tylko nie umarł, ale gdy się przebudził, pić zażądał, a potem i jadło pochłaniał w takich ilościach, że biedny zaopatrzeniowiec kuchni szpitalnej prawie z torbami poszedł.

Zdrowiał nasz pacjent z dnia na dzień, i w miarę polepszenia na ciele, i duch w niego wstępował śmielszy. Konstanty mu było na imię, a nazwiska podania nie podają.

Tak więc, dobrzał w szpitalu Doroty Konstanty. Z tygodnia na tydzień lepiej mu było i na spacery po parku już zaczynał bez kul chadzać. Siostrzyczki chętnie mu towarzyszyły, (na wszelki wypadek, gdyby pogorszenie zdrowia nadeszło), a on nie oponował. To Brunhilda, to Gertruda, to Zenobia, to Dorota (nie mylić z Księżną Dorotą) przechadzały się z nim po ścieżkach ogrodowych, a bywało że i nad Bóbr się zapędzali i z oczu ludziom schodzili.

v

Czy schodzili gdzieś dalej, co robili, a czego nie, tego przesłania nie podają. Podają za to, że najczęściej owa Dorota chadzała z nim i tu i tam, aż i personel wyższy i ten niższy, i pacjenci płci obojga, zaczęli szeptać, że tych dwoje coś więcej łączy niż troska o zdrowie i dobrą kondycję!

Nie byłoby w tym nic złego, bo siostra Dorota stanu wolnego, ale Konstanty przyrzeczony narzeczonej podobno był, i było już po słowie.

mal

Malagenia jej było na imię, i od lat kilku czekała na narzeczonego, który poszedł w kamasze i nie wracał, choć inni już dawno wrócili i pod pierzynami swoje niewiasty dowartościowywali.

Konstantemu widać nie śpiesznie do domu było, bo wedle lekarzy zdrów miał być, a on co raz to nowe dolegliwości zgłaszał.

I tak Konstanty z Dorotą chadzali sobie, a narzeczona gdzieś tam wyglądała i oczy za Kostusiem wypłakiwała.

Miłość wielka się w nich rozpaliła, i aż przypieka i tu i tam, więc pożar gasić im przyszło za pomocą ślubu. Bo Konstanty miłość Dorocie wyznał, o rękę poprosił, i odmowy nie usłyszał, a Dorota, nie usłyszała, że Konstanty narzeczony i to nie jej, że Malagenia w oknie stoi, tęsknie na drogę spogląda, i co raz bardziej wkurzona zaczyna śledztwo prowadzić, (celem odnalezienia narzeczonego żywego lub martwego).

ala

Coś jej się tam zaczęło kołatać w rozumie, że może Konstanty gdzieś jakąś nadobną niewiastę spotkał i wracać nie zamierza, więc tym bardziej zawzięła się by go odnaleźć. Szczęście w nieszczęściu nieszczęsna miała, i kolegę narzeczonego jak raz spotkała. Ten również rany otrzymał na wojnie, do szpitala Dorotowego trafił, i z Konstantym na jednej sali leżał.

Wydobrzał szybko, poleżał krótko, ale na tyle długo, że widział amory kumpla, i jego z siostrami po ścieżkach i chaszczach chadzanie. Czy to ze złości, czy z zazdrości, ale wypaplał wszystko kobicie, łącznie z adresem i wiadomością, że zdrajca Konstanty w śluby idzie z niejaką Dorotą!

Wkurzyła się do białości Malagenia, spakowała co najpotrzebniejsze (w tym flintę po tacie kłusowniku) i ruszyła, niewiernego i jego flamę pokarać za łajdactwo!

Nieświadomą Dorotę w suknię białą przystrajają, welon na głowę upinają,

welon

i prowadzą do kaplicy, a pan młody (fakt, że prawie dwa razy starszy, ale tak bywa jak uciech na mózg padną)

pm

drugim korytarzem biegusiem pomyka ku lubej.

I nic się nie stało, tylko to, że małżeństwo zostało zawarte, i państwo młodzi na sesję zdjęciową się udali!

we

A że Dorota miała kupę znajomych, to i oni na zdjęcia się załapali.

DSC_2063001

strzal

Zdjęcia dla potomności zrobiono, i gdy państwo młodzi mieli udać się by skonsumować (już na legalu) związek, drzwi się otworzyły i stanęła w nich Malagenia umęczona podróżą, z wściekłością w oczach i flintą (po tacie kłusowniku) w rękach.

Konstanty oczy wytrzeszczył, Dorota aż za oblicze się złapała.

Ty niewierny, ty zdrajco, ty łajzo, ty padalcu beznogi!!! – zakrzykiwała z rozpaczą i wściekłością Malagenia, jednocześnie repetując flintę – młódki ci się zachciało? (tu trzeba nadmienić, że siostra Dorota byłą nawet więcej niż trochę młodsza od Malagenii, która się trochę wiekowo posunęła, czekając na niewiernego) – Już ja ci dam młódkę!!!

I tu Dorotę małżonkę ruszyło!

A ty kto? I czego się drze? – zawołała zbulwersowana Dorota – to mąż mój, a ja żona jego, i poszła ty stąd!! Nam się spieszy do konsumpcji, prawda Kościu?- zapytała męża żona.

Konstanty zaniemówił, bo wiedział czego się po wkurzonej Malagenii można spodziewać, i w myślach już zaczął układać sobie wytłumaczenie.

Kto ja?- zawszeszczała zdradzona kobita – jam Malagenia, jego osobista narzeczona!

Kochanie!!! – zaszeptał słodko wystraszony narzeczono- małżonek – to wcale nie jest tak, jak na to wygląda. i… – i nie dokończył,

strzal

Malagenia wypaliła z dwururki w głowię niewiernego kochanka, a potem załatwiła sprawę z siostrą Dorotą, wystrzeliwując jej piękną dziurę między biustem.

Niedawni państwo młodzi, a teraz małżonkowie, osunęli się martwi na posadzkę, a Malagenia sprawdziła czy należycie trafiła. Utwierdziwszy się, że oboje trup, odetchnęła z ulgą i ruszyła po schodach do wyjścia, a że było to piętro i schodów kupa, i że były betonowe a Malagenia ubrana w długą czarną suknię (na okoliczność żałoby po Konstantym), nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że zaplącze się biedula w kieckę, potknie na schodach i spadnie na twarz aż do samego parteru.

schody_1

Było dokładnie jak powyżej! Spadła nie tylko na twarz, ale na całą siebie i na śmierć!

I tak to zamiast dwóch nieboszczyków, w zaświaty wybrała się cała trójka!.

Ludzie długo gadali że zabójczyni spadła ze schodów w ramach kary z natychmiastowym wykonaniem i to nie tylko za robienie dziur flintą taty kłusownika, ale za to, że taka cnotliwa też nie była, bo czekanie umilała sobie krótkimi znajomościami bez zobowiązań.

Mawiano też, że najbardziej wkurzeni byli lekarze, bo narobili się przy Konstantym jak głupki, a ten dał się ustrzelić jak jeleń! Mawiano też, że nocami, przy pełni księżyca, słychać na szpitalnych korytarzach kłótnie kochanków, a niekiedy nawet i strzały. Byli i tacy, co widzieli białą i czarną postać, które zawodziły z żalu za niewiernym kochankiem.

I taka właśnie historyjka po umyśle mi się plątała, gdy zwalniałam po raz enty migawkę. Cicho było, żądne jęki i żale nie przeszkadzały więc pstrykałam ile się dało.

Niezła jatka musiała tu być. – pomyślałam – ciekawa jestem czy to przy tym oknie Malagenia ubiła małżonków? – zastanawiałam się spoglądając na wielgachne okno, a że ładnie światło się z niego sączyło, to pstryknęłam mu focię.

Wchodząc do kolejnej sali (w poszukiwani dobrego kadru) spojrzałam na ekranik w aparacie, bo lubię wiedzieć co wyszło. Okno prezentowało się pięknie, tyle że w kadr mi ktoś wlazł? Tylko jakim cudem go nie zauważyłam? Dałam sobie spokój z myśleniem, bo łuszcząca się farba robiła całkiem niezły wzorek. Pstryk! Sprawdziłam rezultat, fajnie.

okn_m

– Zaraz! Przecież ta baba przy oknie jest w kiecce, a u nas wszyscy mają portki! Jak jeden chłop i baba! – dotarła do mnie dziwna prawda! No to kto to? Zrobiło mi się deczko nieswojo.

Może zejść na dół? Słychać głosy więc nasi tam są – pomyślałam i ruszyłam cicho po schodach.
Stój!!!! – usłyszałam z korytarza na dole. Na wszelki wypadek zatrzymałam się, choć za czorta nie wiem po co.
klutnia

Stój ty wywłoko, ty kreaturo, ty łajzo, ty nierządnico!!! Obcego chłopa ci się zachciało??? Ja cię zabiję, zaszlachtuję, uduszę, potnę i utopię! Ty ladacznico! – wrzeszczał głos nadal, choć nawet nie drgnęłam.
Odwal się!! – odkrzyczał drugi głos, jakby młodszy – coś się uparła babo durna!!! Przecież żem nie wiedziała że on zajęty! Jego się czepiaj, nie mnie! I nie groź mi idiotko, bo przecież już raz mnie zabiłaś! Ile razy byś chciała mnie ubijać? To jednorazowy wyczyn, ty ciemna maso!
Jednorazowy czy nie, to nie ważne, dość, że skuteczny!
smiech
-zachichotał głos starszy – ale ci niezłą dziurkę w biuście odpaliłam! Z takim felerem nie masz szans na kochasia.
– A ty myślisz że masz? – spytał głos młodszy – przecież się połamałaś tak, że aż ci kości klekoczą. Chłopy nie lubią gruchotów.
Stałam na schodach nieruchomo jak żona Lota, i nie mogłam
uwierzyć w to co słyszałam. Któreś z naszych tak się kłócą? O jakiegoś chłopa? Kurna, czy one zdurniały? Tak na forum, nie mogły poczekać? Przecież zaraz kończymy zajęcia? Już miałam zakaszleć dyskretnie by się uciszyły, gdy doszło do mnie zdanie, które podniosło mi owłosienie na głowie, i nie tylko!
A tak na marginesie. Czy Konstantego gdzieś ostatnio widziałaś? – zagadał już spokojniej głos starszy.
A wiesz że nie. Od kilkudziesięciu lat, jakoś go nie widuję, a ty?- odpowiedziała pytaniem na pytanie młodsza.
Od wieków go nie widziałam, chyba mnie unika albo i co? – zastanawiała się starsza.
– No tak, my się tu obie chandryczymy o niego jak jakieś nawiedzone, a toto gdzieś się szlaja i ma w poważaniu nas obie! Przecież tak naprawdę to on winien! Ciebie puścił kantem, mnie wrobił w bigamię, a sam pewniakiem kolejną idiotkę duchową obrabia! Powinnyśmy mu obie wspólnie dać co mu się należy. Co ty na to? – zapytał spokojnie starszy głos.
Jestem za! Niech się tylko pojawi! Obie mamy z nim rachunki do wyrównania, więc czas wypłacić należność! – zadecydował młodszy głos – a poza tym, Dorota jestem. Dla przyjaciół Dorcia!
rozejm

A ja Malagenia, dla przyjaciół Malcia. – odpowiedział głos starszy.
Dłużej już nie mogłam! Ktoś wyraźnie robił mnie w konia i myślał że dam się nabrać!!!

 Już miałam stąpnąć po kolejnych schodach, drzwi otworzyć i ryknąć w głąb korytarza, że nabrać to nie mnie, gdy poczułam jakby ktoś otarł się o mnie, a za chwilę drzwi na parter się otworzyły się samoistnie.

Przeciągi? – zdziwiłam się bo na schodach wiatru nie czułam, za to znowu poczułam się nieswojo. Wolno zeszłam na dół i spojrzałam przez szybę w drzwiach na korytarz. Przy oknie ktoś stał, a że był pod światło, widziałam tylko obrys postaci.

 

ju

Klasyczna konturówka – pomyślałam i strzeliłam migawką. Postać przy oknie odwróciła się profilem do mnie, a całością twarzy w głąb korytarza.

Konstanty???!!!!- usłyszałam gromki głos w dwugłosie.

Mężczyzna konturowy znieruchomiał i po chwili wydał z siebie odgłos, coś jakby …o k…wa! Nie tu miałem zaparkować!

Malagenia?!!, Dorotka?! A skąd wy tu…. i nie dokończywszy pytania ruszył biegiem w głąb korytarza.

– Dorcia! Z lewego go bierz, z lewego!! Łap drania! Łap łajzę niewierną!!! – rozlegał się głos starszy, w akompaniamencie stukotu butów.

Gapiłam się w drzwi, i to co zobaczyłam wstrząsnęło mną niczym tąpnięcie sejsmiczne o sile 100 czegoś tam.

Najpierw obok szyby przebiegło coś białego, a za białym coś czarnego! Chłop zniknął. Wyglądało, że zniknął tylko z moich oczu bo z korytarza głosy się niosły takie, że aż farba leciała ze ścian!-Melcia, Melcia, mam go! Trzymam! Szybciej bo się wywinie!! – wrzeszczał młodszy głos.

biegi

Puszczaj bo mi głowę urwiesz! Odczep się babo! – krzyczał głos wyraźnie męski. Potem usłyszałam chlaśnięcie i ciąg dalszy męskiego biadolenia.

Ałaaaaa! W twarz? w twarz??? Kobieta mnie bije… – i tu szloch niemęski jakby się rozległ.

Od niej dostałeś po pysku, a ode mnie po mordzie! Ty amancie z Bożej łaski – do dialogu włączył się głos starszo-damski i po chwili rozległo się kolejne chlaśnięcie i kolejne…., Ałaaaaa!!!!

Za co? Za co? – dopytywał się głos męski.

Jeszcze się pytasz ty zdrajco? Za oszustwa matrymonialne, za bigamię, za zdradę i za ucieczkę, i że się tyle naczekałam, i że tatuś sierotą został! – wyjaśnił ze złością głos starszy. I jeszcze za to że do ślubu poszłam z nieswoim chłopem, że dałeś się zastrzelić przed nocą poślubną, że wdowę ze mnie w młodym wieku zrobiłeś, i że nikczemny byłeś i jesteś! – dodał głos młodszy. Masz szczęście że już nie żyjesz, bobyśmy cię ubiły jak sabakę, a tak, to tylko w konfesjonale w kaplicy szpitalnej cię zamkniemy, i nie licz że uciekniesz. Już my mamy sposób byś posiedział tam czas jakiś, i to bez bab!!!

Nie wytrzymałam. Ciekawość jadła mnie niczym mrówki Telimenę, więc uchyliłam cicho drzwi i wyjrzałam na korytarz.

Półmrok już panował, więc tylko w skąpym świetle zachodzącego dnia, zobaczyłam niewyraźne trzy postacie, Dwie kobiece, bo w kieckach długich, a trzecia wyglądała na faceta i to w kapeluszu!Patrząc na to pomyślałam.

Czyżby to Malagenia, siostra Dorota i Konstanty w formie duchów tu się zapędzili? Stare kąty powspominać przyszli? Dać sobie po razie za dawne czasy?

Wyglądało jednak, że obie damy się skumały, do jednej bramki grają i to do bramki Konstantego!

kumy

Skoro tak to biedny chłop! Co prawda menda, ale chłop! Co mógł poradzić że kochliwy był?

Schowałam się za gzymsik, i dalej fotki pstrykać! Malagenia w oknie, Dorota w welonie po korytarzu sunąca, Konstanty pod rękę z wdową, i Malagenia, i…., i nic więcej nie zrobiłam, bo drzwi z trzaskiem się otworzyły, i reszta rozgadanego, balansowego towarzystwa dołączyła do mnie.

Cicho, bo się…., – chciałam powiedzieć że duchy się spłoszą, ale spojrzawszy w głąb korytarza nie dostrzegłam nikogo.

Wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie pytająco.

Bo się duchy przestraszą – dokończyłam, a całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem.

A może Kostusia spotkałaś? – zapytała Trenerka i zarechotała rozbawiona.

Tak, i kazał was pozdrowić – zakomunikowałam z uśmiechem, że niby to taki żarcik jest.

A może to był i żarcik? Tylko kogo? Zajęcia okazały się udane, i każdy z kompletem fajnych fotek zameldował się na czwartkowych zajęciach. Co przynieśli pozostali balansowicze?

Sami zobaczcie (post poniżej), bo ja naprawdę już nie wiem czy żart to był, czy „trójkąt po przejściach” wrócił z zaświatów na sesję zdjęciową?

w pogoni za duchami

Relacja z zajęć w plenerze. Miało być słowem i obrazem razem, ale niestety, wszystko szlag trafił i poszło czort wie gdzie. Wiadomo że tego tu nie ma! Na powtórkę sił już nie mam!
Będzie albo wersja oszczędnościowa, albo w odcinkach.

Więc krótko. Plener w dawny szpitalu Księżnej Doroty.

Ekipa może nie wielka, ale za to chętna do łapania za aparat i do łapania duchów.

Jedno i drugie obrodziło. Zabraliśmy się do pracy wspólnie a następnie każdy poszedł sobie gdzie chciał, i robił co chciał.

Choć prawdę pisząc, w duchy budowla nie była zaopatrzona odpowiednio, i te dwa co nam się dostały, to na tyle aparatów trochę było mało. jednak każdy jakoś usiłował zaistnieć czymś innym więc wyszło nam to co wyszło!

Myślę, że nie najgorzej było! Duchy z sesji zadowolone były, choć przemarzły w tych zwiewnych szmatkach, a my łapiąc ich w obiektywy rozgrzaliśmy się wystarczająco.

A oto rezultaty łapanek.

14787553_1235470433175792_375514077_o1001

ALICJA

az1_1

az1_2

az1_3

az1_4

az1_5

bas1_1

bas1_3

bas1_4

bas1_5

cment

DSC03223DSC03225

DSC03227

DSC03230

DSC03233

DSCN1074

ELA

ela1_1

ela1_4

j1_1

j1_2

j1_3

j1_4

j1_5

m1_1

m1_2

m1_3

m1_4

m1_5

p1_1

p1_2

p1_4

p1_5

SAM_56951

SAM_57471

Szpital_096

Szpital_105

Szpital_133

Szpital_163

Szpital_186

To tyle w kwestii żywych i duchów:)

Mydło i powidło czyli…, KOLOROWE JARMARKI MICHAŁOWE.

Sekcja wyraźnie się odmładza! Na kolejne czwartkowe spotkanie przyszło sporo młodziaków. I dobrze! Średnia  mocno się podniesie i pokoleniowa tolerancja także zyska na aktualności. Jednym słowem…, balansowiczów coraz więcej, i co raz młodsi są! 

jar.m1_2A po za tym to normalka. Omawianie spraw bieżących, uciszanie rozgadanych młodzików, pobudzenie do aktywności znudzonej starszyzny i oczywiście …, Zadanie Domowe! Kto co zrobił, kto czego nie zrobił, co kto sknocił, a komu wyszło jak diabli!

jar.m1_1Upchani jak przysłowiowe sardynki w puszce, z nosem w małym ekraniku, ze wzrokiem przeciskającym się pomiędzy plecami siedzących przed wzrokiem tych z dalszych miejsc (delikatne nawiązanie to ciasnoty i braku pomieszczenia dla fotografujących), oglądaliśmy swoje i innych widzenie Żagańskiego Jarmarku.

Jak zwykle (ale to nie dziwota), największym powodzeniem cieszyło się koło z wagonikami, co to z nich można było oglądać stragany i naród z wysoka. Jak jeszcze wieczorową porą podświetliło się to ustrojstwo, to nader ładny widoczek przedstawiało. No to żeśmy pstrykali z różnych miejsc i pozycji. 

Obiektywy kierowano w różne strony. Jednych „brało” kolorowe światło, innych ludzie tuptające dzielnie w upale, innych sprzedający, innych kupujący, jednym słowem… , każdy coś tam dla siebie znalazł. A co znalazł, to i doprowadził na czwartkowe zajęcia i pokazał na zaliczenie. zadanie domowe zaliczyli wszyscy, a co kto doniósł? Ano to co poniżej!

JUZ

Jarmark_M_033

Jarmark_M_024

DSCN5602

DSCN5551

DSCF0039

DSC08466

DSC08272

DSC03142

DSC03145

DSC04963

DSC04972

DSC08183

DSC08207

DSC_4156001

DSC_4093

DSC_4075

DSC_4069

DSC_0579

DSC_0572

DSC_0036

DSC_0007

14375205_612799382212936_584233511_o1

14365347_612798092213065_374776106_n1

14365253_612798415546366_2056628931_n1

14360285_612798315546376_314254627_o1

14303741_612798542213020_96948398_o1I to na tyle w temacie Jarmarku Michała. Mamy nadzieję, że miło spacerowało Wam się z naszymi kadrami. Pewniakiem za rok, spotkamy się pod ratuszem przy kolorowym kole:)

A póki co, do zaklikania za tydzień:)

Plenerowo, działkowo, grillowo czyli…., ostatnie zajęcia przed wakacjami!

Ostatnie (przed wakacjami) czwartkowe spotkanie balansowiczów. Działka, grill, jedzonko na grillu, jedzonko na krzakach, pod krzaczkami, na drzewkach, w słoiczkach, i pudełeczkach. Co kto chciał, co wolał, co uszczknął, co zerwał, co z talerza zmiótł, lub kubeczka wychłeptał.

DSC_0752

DSC04907Rozsiedliśmy się przy gościnnym stole Kolegi i Jego Małżonki, i czekaliśmy grzecznie aż kiełbaski dojdą do stanu idealnego.

DSC04927Jak już tego dokonały, zostały doniesione i można było się posilić!

DSC04942

Jak widać, Koleżanka zadbała o sprawiedliwym podziale sztućców, i każdy dostał co mu się należało.

Było miło, było smacznie i rozmowy przy stole przeplatały się z napojem i jadłem. 

DSC04970Jak załatwiliśmy się z kiełbaską, doszła karkóweczka. Jej też nie było czego zarzucić, więc podzielona sprawiedliwie, spałaszowana została szybko, pomimo potwornego upału!

DSC_0769Gdy jedzonko umościło się wygodnie w trzewiach naszych, bractwo zaczęło zwiedzanie posiadłości Kolegi! Jedni zwiedzali z aparatem w dłoni

DSC04991Inni po ścieżkach i na przełaj, to tam, to tu.

DSC04980

Nawet kartofle wzbudziły dziwne zainteresowanie, a gospodarz pomyślał…

DSC04983DSC04933nikt im nie powiedział że jeszcze nie czas na wykopki?

ale jak to mówią, ” kto szuka, to i znajdzie”, i znalazły…, kartoflane lilie:)

DSC04926

A żeby nie było, że tylko konsumpcyjne podejście do zajęć, to oto dowód, że praktyczne foto-zajęcia uskuteczniano!

DSC04939

jedni postawili na prostotę formy

DSC04906001inni na makówki, na rośliny ozdobne,

DSC05001

DSC04928

DSC04923

DSC04921

DSC04929

inni, na rośliny jadalne, a jeszcze inni na…,

DSC_0757fotografowali tych, co fotografowali wyżej wymienione.

I tak…, przysiadano przy stole

DSC04947

DSC04966pogadywano, dojadano słodkości upieczone i doniesione przez niezawodną Lucynkę, a komu słodkości nie pasowały, a wątroba pozwalała, to smakował kapustkę Kasi i ogórki kiszone Józka! A potem dla zdrowotności spacerek po działeczce!

DSC04986podziwianie kompostnika,

DSC04987001i kolejne podziwianie wyżej wymienionego kompostnika

DSC04989aż Gospodarz, czy to w obawie o kompostnik, czy o zdrowie (pełne słońce było) podziwiającej, skierował Oną w zacienione miejsce.

DSC04997

DSC04995ale, nim miłośniczkę kompostnika wyprowadził w cień,

DSC04979

były…,  zdjątka „na pamiątkę”

DSC04925był…,  „portret działkowicza”

DSC_0770001były…,  poszukiwania „tego najlepszego kadru”

DSC_0774001

były…,  podchody „mam cię!”

DSC04978

było..,  ” to nie ja, to ona!”

DSC04958

było…,”szpiegostwo dachowe”

i BYŁO BARDZO, BARDZO MIŁO, ZA CO KOLEDZE JÓZEFOWI PIĘKNIE DZIĘKUJEMY!

A gdy przyszedł czas ruszyć w drogę, pożegnałyśmy gościnnego Gospodarza, Jego piękną działkę, i tylko pająka nie pożegnałyśmy, bo pewnie miał nas dość, i się wyniósł na czas naszego pobytu.

Może nie lubi być fotografowany?

Wystawa z niespodzianką czyli…, Szkoła Talentów rok 2015/2016

 

Wystawa fotograficzna sekcji „balans”,została uroczyście otwarta.  Było prawie jak zawsze, z tą różnicą, że nie tylko my fotki „otwieraliśmy”, ale i sekcja plastyczna, swoje prace uroczyście wystawiała.

DSC04623Było więc, i fotograficznie i plastycznie.

Nieco zaskoczeni takim obrotem sprawy, wysłuchaliśmy miłych słów, gratulacji, zachęty do dalszych starań na „niwie”, i zaproszenia na ciąg dalszy uroczystości.

Nim naród przeszedł piętro wyżej, (na wspomnianą, acz niespodziewaną uroczystość), udało mnie się parę kadrów zrobić, chodź przez spory tłok, łatwo nie było.

DSC04643

DSC04626

DSC04625

DSC_0598

Gdy się trochę uspokoiło, zagarnęłam tych którzy spowolnili wyjście. Ustawiwszy ich pod ścianą, fotkę pamiątkową pstryknięto.

Za to ja wreszcie mogłam się wpasować w uroczystą pamiątkę i nie dość że zaistniałam, to zobaczyłam że…, kurna!!!

Ale ja jestem kurdupel!!! Wszystkie na mnie z góry patrzą! A  wydawało mi się, że im dorastam do przynajmniej czubka koafiury! Oj malutka, malutka, malutka, jako…. . ech.

Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam żem taka niska persona, i podreptałam z animuszem wielkim (i ciekawością, co też tam będzie) za resztą.

Żeby już odpracować com powinnam, to pstryknęła parę wiszących prac (te, których mi nie zasłonięto) na dowód, że

prace były i wisiały!

wystawa3

Nie wszystkie prace tu są, ale obiecuję, w następnym poście wstawić dobrze widoczne i wszystkie nasze wystawowe prace!

A teraz na górę, a tam na wejściu stół przystrojony i zastawiony! 

DSC04648I tu od razu sprostowanie! Pani Ala nie wyjadała słodkości, tylko wody kropelkę uszczknęła, gdyż od przemawiania i wzruszenia zaschło jej w gardle, i gdy zwilżyła struny głosowe, dołączyła do uroczystości!

A tam…, Zakończenie Roku 2015/2016 w Szkole Talentów w Centrum Kultury w Żaganiu.

I tak, dowiedzieliśmy się, że, skończył nam się właśnie rok szkolny, że takowy mieliśmy, że zamiast cenzurek dyplomy dostaniemy i to nie hurtowo, ale każdy indywidualnie!

wystawa31

DSC04667

DSC04653

DSC04651DSC04654

Nie tylko nasza sekcja FOTO tak została dowartościowana, ale wiele innych, czyli, wszyscy którzy z talentami własnymi, w CK się mocują!

DSC04654

DSC04668Z dyplomami w dłoniach, wysłuchaliśmy jeszcze paru słów,

kc

a następnie, mieliśmy okazję zapoznać się z „wyczynami” innych sekcji! Było na co popatrzeć, czego posłuchać, i co oklaskami nagrodzić!

DSC04744Po strawie duchowej (czytaj…, uroczystości), przyszła kolej na strawę kulinarną (czytaj…, przygotowany poczęstunek).

Ruszyło „bractwo” do stołu „szwedzkiego” w wydaniu żagańskim, a my? A my pomyśleliśmy…, co będziemy dzieciom smakołyki wyjadać! Schodzimy do podziemia, (czytaj do nas), i tam ugościmy się już we własnym gronie. Nie trudno nam się było poświęcić dla ogółu, gdyż nasz catering, jak zawsze niezawodny, zadbał o to, byśmy mieli co do ust włożyć!

Lucynka zrobiła rogaliki z nadzieniem, motylki, i ciasto, co to po raz pierwszy robiła, ale to jak zrobiła, to Geslerowa pewnie by piała z zachwytu. My nie pieliśmy tylko dlatego, że mieliśmy usta ciachem zapełnione.

Kasia za to, ciemną nocą (bo dnia Jej brakło), sernik poczyniła cudnej jakości! Nie dość że był to sernik nad sernikami, to jeszcze lekki jak puszek, i taki, że kolejne centymetry jak nic w obwodzie nam przybędą! DSC04758

DSC04753

DSC04750

DSC04748

Tak! Jestem łasuch, i nie waham się do tego przyznać! Rogaliki jadłam, zagryzałam sernikiem, dojadałam tortowym, i …, i cholerka! Znowu szlag trafił tygodniową dietę!!!

Popijaliśmy (oczywiście herbatkę, wodę i soczki), jedliśmy i na koniec, goście doszli i wreszcie mogliśmy zrobić wspólne zdjęcie na którym nikogo nie braknie. A jakim sposobem? Wystarczy komuś pokazać gdzie nacisnąć i gotowe!

DSC04764Zdjęcie zrobił mój soniaczek, ale tym razem przyciśnięty nie moim paluszkiem! Prawda że zgrabnie wyszło?

Gdy „ku pamięci” pstryknięto, z wolna ruszyliśmy ku zakończeniu uroczystości. Co nie zjedzono to zabrano do domów, sprzątnięto, światło zgaszono, i przed rozstaniem ustalono!

Kolejne i ostatnie przed wakacjami spotkanie czwartkowe, zaliczamy w plenerze, przy pieczonych kiełbaskach, wśród kwiecia działkowego, czyli…, u Kolegi na działce!

Będzie nie tylko konsumpcja, ale i fotografowanie wszystkiego, co nie zdąży zbiec!

Kończąc! Chcemy podziękować wszystkim tym, którzy byli z nami w tym dla nas miłym, wystawowym dniu. Dzięki wielkie!

Do zaklikania za tydzień!

portretowo cd… .

I wałkujemy portret nadal, jak ciasto na makaron! Zostało nam 2 tygodnie i wieszamy! Co , a raczej kogo powiesimy? Co kto wybrał, kto co sobie wymyślił i zrealizował. Największe trudności z modelami, a przecież portret bez tego nie powstanie. Kombinujemy więc jak się da, i ruszamy własne zasoby, czyli robimy jedni drugim. My też ludzie, więc tematycznie mieścimy się w temacie. 

TYLKO CIASNO NAM TU JAK DIABLI! NO SAMI ZOBACZCIE W JAKICH WARUNKACH PRACUJEMY? Pod jedną ścianą pół kuli z napisem „nie dotykać!”, pod drugą półki i komputery, pod trzecią biurka, a pod czwartą, a raczej na czwartej wielgachne okno! I rób tu człowieku dobry kadr! Tak jest gdy nas nie ma w komplecie! Jak jest komplet, to miejsca jeno na stanie!

Cóż, na stojąco też można i pozować, i fotografować! Nie można? no to zobaczcie!

balans1a nie mówiłam że ciasnota?

balans2a my w tej ciasnocie i miejsce na uśmiech i na majowy bez znaleźliśmy! Tacy jesteśmy, a co!

portretowania ciąg dalszy

Kolejny czwartek zagrzebany w portretach.

Nie do wiary, jak trudno zrobić portret, który nadawałby się na powieszenie! To za mdły, to bez charakteru, to format nie ten, a to nie ma kogo sportretować. I tak, kolejny tydzień zbierania materiału na wystawę, kolejne dyskusje czy się na da, czy nie, i po raz kolejny balansowiecze słyszą…. ” musicie się postarać i pośpieszyć, przecież ja też muszę mieć czas by prace z kompa, przenieść na papier!”

I racja! Jak się do tego doda jeszcze przygotowanie prac do powieszenia, wieszanie itd, to czasu staje się niewiele!

Tak więc, ćwiczyliśmy, a raczej ćwiczyli inni ( mój aparat na zajęciach był, jeno bateria od niego została w ładowarce, i pochrapywała sobie smacznie w w domu), portretowanie, a relację z zajęć oglądać możemy dzięki Józefowi, który podjął się zrelacjonowania prac nad portretem.

I na koniec żeby nie było, że nie było!

Lucynka znowu upiekła ciacha, i moja dieta tygodniowa pooooooszła w czortu mać! Ale co tam, ciacho z rabarbarem było warte tej tygodniówki:) mniam!!!!!:))))

A teraz to co było czyli, oglądanie doniesionych prac, i trening portretowy!

DSC_1473

DSC_1477

DSC_1492

DSC_1509

DSC_1514

DSC_1515

DSC_1531

DSC_1553

DSC_1555

a ja już zaliczyłam, więc mam luzik! 🙂

kwiaty i ludzie

Kolejny czwartek i kolejne zadanie zaliczane. W związku z tym, że tematem wystawy, a co za tym idzie, i zbieranie materiału, to portret człowieka ( w dowolnej postaci), więc żeby nie utrudniać i nie odrywać ludzi od pracy, zadaniem był również człowiek, tyle że z dodatkiem…, kwiatem w liczbie pojedynczej lub mnogiej.
Zadanie wykonano, choć prac nie za wiele, gdyż, skupienie nad zbliżającą się wystawą jest spore. Wystawa ma priorytet, a co za tym idzie, zadania domowe zaliczamy, choć może bez należytego parcia na ilość. (ale zaliczamy!)
Co zaliczyliśmy? a no to:

5.IV_013

30_kwietnia_025

DSC_1207

DSC_1244

DSC_2767

DSC_2793

DSC_2794

DSC_6039

DSC_6738a_got001

DSC_6746got

DSC_6765_got

DSC_8121

DSC00229

DSC00487

DSC00571

DSC00826

DSC09700

WIKTORI

WIKTORIA

To na tyle. do zaklikania!

 

Powykrzywiana rzeczywistość, czyli…, DEFORMACJA!.

 

 

 

 

Deformacja – zmiana kształtu lub form przedmiotów w stosunku do ich pierwowzorów istniejących w rzeczywistości. 

To tyle jeśli chodzi o definicję DEFORMACJI, która to była zadaniem domowym na ten tydzień.

Może nie jest to prosty temat, ale po sławetnym „Morfeuszu”, znacznie zyskał na łatwości. Jak „balansowicze” postrzegają deformację, i gdzie udało im się ją znaleźć?

A no właśnie tak!

_DSC0677001

1_1078

DSC_0650

DSC_2625


DSC_2629

DSC_2635


DSC_2637
DSC_6969a
DSC_6969alicja

DSC_1847001DSC_1851001

DSC01370DSC02729DSC03858DSC05127DSC05791DSC05793DSC08064DSC02726001HPIM2208001OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

I toby było na tyle w temacie DEFORMACJI. Powyginaliśmy troszeczkę, prawda?

Zapraszamy za tydzień. Będą człowieki!!!

SHADOWS czyli…, pierwszy plener tego roku!

Ostatnie czwartkowe spotkanie podzieliło się na dwie części.

Pierwsza to, Morfeusz, nasze z nim pierepałki, i obiecanie że kolejne zadanie już z łatwiejszej półki. Czy krzywizny, zniekształcenia, to coś łatwiejszego? Może o tyle, że nie jest to już bóg, którego nie widać, a co za tym idzie trudno mu trzasnąć fotkę! Krzywizny  i zniekształcenia są namacalne, więc coś się tam zrobi! Z Morfeusza balansowego troszkę się pośmialiśmy i bóg M. przeszedł na stronę przeszłości.

Jak widać po minach, Morfeusz dał nam się we znaki:)))

Gdy skończyliśmy z tematem boskim, padło pytanie…, robimy coś w podziemiach, czy wychodzimy na powierzchnię? (dla niewtajemniczonych…, pracujemy w pomieszczeniu poniżej parteru, więc w podziemiu jak nic!).

Słońce świeci, zielenizna włazi gdzie się da, wiaterek jeno muska pukle włosów, więc pytanie retoryczne! Wychodzimy z podziemia!!!! NASZ PIERWSZY PLENER! Co z tego że przy domu, a raczej przy pałacu? Pod niebem jest? Jest! Więc plener i już!

Ruszyliśmy prawie ze śpiewem na ustach!

cienie_2cienie_21cienie_24cienie3cienie31cienie32cienie33cienie34cienie35cienie36DSC_0433DSC09866DSC09881DSC09883DSC09897DSC09902I tak to, z uśmiechem wielkim, z ciepełkiem zachodzącego słońca na twarzy, kończyliśmy nasz pierwszy wypad na łono natury.

KOCHANI!!! WIOSNA JEST! SŁOŃCE ŚWIECI! REUMATYZM MNIEJ KRĘCI, MIGAWKI STRZELAJĄ, OCZY SIĘ ŚMIEJĄ!!!

WIĘC!!! CARPE DIEM!!! :))))))

SENNE MARZENIA czyli…., W RAMIONACH MORFEUSZA

Temat do ogarnięcia trudny i wymagający. Jak z Morfeuszem daliśmy sobie radę? TAK WŁAŚNIE! 

_DSC3587dddDSC_0319DSC_0386DSC_3961AAaa001DSC09054DSC09444F_O_T_O2F_O_T_O5Lucynka2Sen_1Sen_2


Przekroczyłam próg twoich ramion.
Otulasz mnie ciepłem wspomnienia
i niecierpliwym dotykiem ust.
Dłonie błądzące po mapie grzechu
odkrywają na nowo krainy zapomnienia.
Rozebrani z niepotrzebnych słów
stoimy nadzy w zapamiętaniu.
Rozgrzani ciepłem tkliwości,
nieczuli na chłód przemijania,
kradniemy nocy minuty spełnienia.

Słońce kluczem światła zamyka twoje ramiona.
Zaciskam powieki.
Morfeuszu, nie odchodź, chcę spać! chcę śnić!
Morfeuszu!

To tyle w temacie snu, Morfeusza i zadania domowego w tym temacie! Słońce zaświeciło, świat się zazielenił, to i frekwencja podupadła. Jedni na działce, drudzy na wycieczce, a trzeci przyszli na zajęcia. I właśnie tych „trzecich” zadania domowe powyżej zaistniały.

Może nie powalają (z pominięciem pierwszej pracy, bo ta na 5), ale każdy jakoś próbował z Morfeuszem się zmierzyć! Kto w tym pojedynku przegrał, kto wygrał? Oceńcie sami:))))

karty, karty, karty… .

Cześć! Melduję się z meldunkiem z zajęć „balansowiczów”. Kolejny czwartek, kolejne spotkanie i tym razem bardzo liczne. Frekwencja prawie 100% (brak jednego- usprawiedliwionego), więc okazja do uzupełnienia portretów uczestników zajęć, co też i uczyniono.

Tradycyjnie, zaczęliśmy od omawiania zadania domowego, omówienie tematu kolejnego wypracowania, i ukierunkowanie myśli i czynów w temacie kolejnej naszej wystawy.

Słuchano w skupieniu, podjadano w jeszcze większym skupieniu ( bo ciasteczka, wiadoma sprawczyni znowu doniosła!), i choć ciasno, choć kątem u „plastyków”, to omawianie szło jak należy. Tematem kolejnej wystawy będzie „CZŁOWIEK”. Będzie się nad czym potrudzić, ale póki co, to potrudziliśmy się czym innym.

Nie dość że kątem jesteśmy, nie dość że ciasno jak diabli, to jeszcze nie odpalił monitor! JAK PRZEGLĄDAĆ ZADANIA DOMOWE BEZ MONITORA? No siąść i płakać, lub się rozejść, albo…, albo podłączyć się pod dawno wyłączonego monitorka! Podłączono, a on, na zielono jak szczypiorek na wiosnę! Jak oglądać zdjątka gdy monitor w dominującej zieleni? Odpada!

Więc? Mówią, że jak się kto uprze, to nie ma że boli! I się uparliśmy! Fakt, że oglądaliśmy prace w miniaturze (bo laptopik koleżanki niewielki był), fakt, że ciasno, że ponad głowami trzeba było zerkać, ale pozerkaliśmy, zadania zaliczyliśmy i z pokonania przeszkód dumni byliśmy też!

To tyle w temacie relacji ze spotkania, czas na pokaz zadania, a raczej zadań. Tematem była… KARCIANA ZAGRYWKA. Temat dający duże pole wyobraźni, co też Balansowicze wykorzystali. Było i śmieszno, i straszno, jak to w kartach bywa, a jak bywa??? Zobaczcie sami. 

_DSC0664_DSC0653002asbukowinaDSC_0278DSC_0285DSC_0287DSC_2603DSC_2627DSC_2634DSC_2644DSC03813DSC03824DSC09366DSC09374DSC09416DSC09312001DSCN3741DSCN3744

I to na dzisiaj THE END! Balansowicze dziękuję za odwiedziny i… ,

do zaklikania za tydzień!

 

Otulona, otulone, otulony…, i cd. portretowania.

Czwartek spadł już z kalendarza, więc się meldujemy! Sekcja pracowała uczciwie, (jak zawsze), bo…, jak to bywa z portretami, każdy ma o sobie swoje wyobrażenie, i bywa, że ni jak się ono ma do portretu!

Przeglądnięto portretowane twarzyczki na gotowych portretach, i kolektywnie stwierdzono…, do poprawki! A dlaczego nie jak jest możliwość?

Ludziska złapali się za sprzęt, porozstawiali, powłączali, powiesili, stołek na środku postawili i…, poprawki ruszyły! Jeszcze ostatni szlif, apaszka w łagodnym zwisie i można się sadzać pod tłem.

Jeszcze tylko pionizację aparatu wyłapać, zoom rozruszać i zaczynamy! Kto pierwszy?

Młode jak to młode, bez krępacji, bez obaw o woreczki pod oczami, o smutasy, czy policzki narażone na grawitację, siadło na luzaku i się sportretowało!

Jak się już zaczęło, to i poszło! Czasem trzeba było głowę troszkę przykręcić, włos zaczesać, dłoń wesprzeć na kolanie łagodnie i .., i gotowe!

Każdy mógł sobie siąść pod tłem, każdy mógł sobie pstryknąć, i tak na zmianę, się pstrykało, się siadało, i portretowanie szło aż miło!

Bywało i tak, że siedzący nie za chętnie spełniał życzenia pstrykającego, więc ręcznie się mu tłumaczyło, co będzie, jak nie będzie,

jak trzeba!

A potem, to co machało łapkami, siadało, i to co siedziało, mogło się wyżyć na tym co pstrykało! I się wyżywało!

Jedni pstrykali na stojąco, inni w pozycji siedzącej szukali odpowiedniego kadru i znajdowali! (ech ci młodzi, zimno, nery na wierzchu, a potem bieda że bolesna bieda)

zego się nie robi, żeby dobrze było! I z apaszką, i bez apaszki, i prawy profil, i lewy profil…, przynajmniej będzie z czego wybrać! i przyszła wiekopomna chwila, i doprowadzono mnie pod tło, posadzono na zydelku i…, no właśnie…, z czego to bractwo się tak cieszy???? jak Wy mnie, no to ja Wam też! Pstryk!!! Gdy już mnie wypstrykano i pozwolono zejść, gdy indywidualne portretowanie zakończono, pozostało uwiecznić wszystkich, więc… Panie, Panowie… pod tło ! z dalszej perspektyw , z bliższej perspektywy i z najdalszej bo i ja się chciałam załapać. No cóż…, przynajmniej moje buciki na zdjęciu są!

A co z tego wyszło? (znaczy się z tych prac portretowych).

DSC_2422asDSC_2447asDSC09225DSC09232DSC09237DSC09262DSC09264DSC09268DSC09288DSC09287001portet A to my i nasze portrety

I tak sobie balansowicze poradzili z „otuleniem codziennością”. Chyba nie było najgorzej? :))))

dzięki za odwiedziny i zapraszamy :)))

Dowolniość w temacie tematów!

Czwartek już dawno za nami, lada dzień następny się zamelduje, a raport z poprzedniego nie dostarczony! Mea culpa, ale już się naprawiam!

Choć nie było mnie na zajęciach fizycznie, to duchowo byłam, tyle że duchowość jakoś nie umiała robić zdjęć raportowych, a i słowa mówione także nie przylgnęły do duchowości za bardzo, zatem, z pomocą przyszli ci co byli i mi dostarczyli (ale mi się rymło:) ) a ja dostarczyłam tam gdzie należało czyli…, na nasz balansowiczowski blog!


Zatem! Na zajęciach robiono:

1- portrety uczestników zajęć (należy mieć takie focie w odwodzie, bo a nóż się nadadzą).

2- omawianie, jak zrobić focię by (ten, ta) z foci tej spoglądało lico jak z obrazka (a nie jak o szóstej rano po nocnej imprezie).

3 – wykonanie wyżej wymienionych fot.

4 – przegląd tego co kto doniósł, by się pochwalić, że był tu i tam, i zrobił, to i owo!

Spóźnialscy donieśli  zadania niedoniesione (jaja i drób i świąteczność), a reszta doniosła swoją radosną twórczość o temacie dowolnym, bo zadaniem domowym litościwie nas nie obarczono (pewniakiem przez te święta!).

Co kto doniósł? Ano proszę uprzejmie! Oto nasze focie w wydaniu dowolnym!

Dobrej zabawy!

wiosna wiadomo, przyszła, ale oto dowód namacalny!

namacalność ma kolor niebieski, jest niewielka i dość skromna

ale czyż skromność nie jest wielkością? znaczy się…, mały wielki kwiatek wiosenny!

 a jak zoomem go potraktować, to i wielkością się zaprezentuje!


gdy oczy spojrzą na

bluszcz wspinający się po pniu aż do samej góry, to potem w niebo popatrzą

 wrócą do domu

 nakryją się powiekami, i zasłuchają w muzykę, która zmysły kołysze

 

 

gdy niebo i drzewa w wodzie się przeglądają

wiosenny spacer

wiosenny kwiatostan

kąpiel kacza

z góry

brzoza

gdy watr zmarszczy taflę

aż po horyzont

dawno, dawno temu… .


siedzi na gałęzi i świergoli

obżartuch

trawy

gdy słońce w wodzie się przegląda


historia zakopana w ziemi

nad wodą

lustro nieba

na brzegu


gotowe na wiosnę

gdy światło w cień zagląda

w kolorze zachodzącego słońca

białe na zielonym


Bóg cud uczynił, i słońcu z morza wstawać kazał

fala

na redzie


pochylone

 

A poniżej opóźnione zadania domowe (ale dostarczone, i to się ostatecznie liczy!)

tylko brać i… .

pisanki -jeść czy podziwiać? 

 kraszanki – jeść, kurczaka zostawić! niestrawny!


 pod ścianą…, ciekawe co przeskrobał?

święconka? 

wygląda że Minionki zwiewają!

bliźniaczki?

ale jaja!!!

Ten czwartek odbiegał deczko od poprzednich. Czym deczko owe było? Ano…, nie było obżarstwa, (te dwie czekoladki nie warto wspominać) bo catering pewno na święta siły zbiera, a i frekwencja na zajęciach nie powaliła, ale i tu czas przedświąteczny winien, gdyż niektórzy zamiast za aparaty, to za miksery, i inne kuchenne akcesoria się załapali!

Ci co byli przynieśli zadania domowe do wglądu. Temat? wiadomo! jak Wielkanoc, to JAJA!

JAJO

Jak widać, pierwsze jajo od razu cwaniakuje, i „Familiadę nam tu proponuje, ale nie z Balansem te numery, i wiadomo…,  zadaniem jaja w czasie Wielkanocnym jest robić za pisankę, a nie balansem się popisywać!

Jak zachowywała się reszta doniesionych jaj, zobaczcie sami!!! Zapraszamy na jajcową wędte już świętują!

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

przypominajka z głębi ostrości…, większość jaj ostra!

SAMSUNG DIGITAL CAMERA wszystkie do świątecznej obróbki?

DSC03673widać i jaja nie czują jeszcze wiosny, bo w ciepłe wełny poubierane:)

DSC03689podściółka pod jaja już kiełkuje, do Wielkiej nocy pewnie w zielone zagra

DSC07970

no dobra, jestem, ale teraz w którą stronę do domu?

DSC07974001nie sadzone, nie na miękko, ale ot tak, na luzaku

DSC07976myślisz że nas też będą malować??????

DSC08005piknik pod…, nie, nie, nie pod wiszącą skałą, tylko pod chmurką!

DSC08719Ty! To chyba nie jest Mars! A niech to! znowu zabłądziliśmy!

DSC_1001Ty! myślisz że się wyrobią do świąt? Chyba je trzeba trochę bardziej „zmotywować” !

DSC_0999jeszcze nie schodź! Koguciska nadal tam stoją i pilnują!!!!

DSC_0995Ja mam dosyć! idę!!! Jak te wredne koguty chcą więcej jaj, to niech sobie sami je znoszą!!!

DSC_1007DSC_1034chłopaki!!!!! ale jaja!!! bunt w kurniku!!!!

DSC02578jeszcze kopa i plany byłby zrobiony, a tak??? w głowach się tym kurom poprzewracało!

DSC02588

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

dziobać panienki, dziobać, i na grzędę marsz!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

a miało być na miękko!

SAMSUNG CAMERA PICTURES

no dobra! Pisanki mogą być, ale po co mi baran?

SAMSUNG CAMERA PICTURES

a mamusią takiego jajeczka pewniakiem była kurza przodownica pracy!A NA KONIEC ŻYCZENIA!

Tym którzy tu zaglądają bo lubią, tym którzy zabłądzili tu przypadkiem, i tym, co być może zechcą tu bywać, „sekcja balans” składa życzenia ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I RODZINNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH!

ZKOCHANI!!! MIEJMY PIĘKNE ŚWIĘTA!!!

CO TO JEST czyli…, zobacz, pomyśl i odpowiedz!

Kolejny czwartek, kolejne zajęcia, zadania domowe, ale tym razem mamy też zajęcie nie tylko dla oczu, ale także dla zwojów myślowych gdyż…, zagadki zdjęcowe wymyśliliśmy dla odwiedzających. A co! Tylko oglądanie? Nie ma lekko! My się głowiliśmy fotografując, Wy się główcie odgadując i kombinując …, co też nam w obiektyw wpadło, i nie zdążyło zbiec! 

Ale to na końcu postu wstawiamy, a teraz zacznijmy od początku!

Grypa szaleje w narodzie, i nasz naród sekcjowy też mocno przetrzebiony przez zarazki owe, a ci co jeszcze nie zasmarkani i nie zagorączkowani, przybyli na czwartkowe zajęcia.

Co prawda, było parę sztuk już na pograniczu zdrowotności i chorobowości, ale obowiązkowością wielką gnani przyszli choć na czas niewielki! Takie to kochane, obowiązkowe ludziska mamy!!!!

Zebraliśmy się więc przy kompie, z pendrivem USB w dłoniach (a w nich zadania domowe), i grzecznie w kolejce na „prezentacje” wyrobów własnych czekaliśmy. Miny nie do końca radosne (nie żeby nam się nie podobało otoczenie i towarzystwo), ale jak wykrzesać w oczach blask, (o uśmiechu nie wspomnę), gdy od dni wielu szaro, mokro, ponuro, wietrznie i na dodatek grypowo???!!!!

I wtedy, koleżanka nasza, Lucynka, co to nie tylko zdjęcia robić lubi, ale i także wypieki poczyniać uwielbia, przyszła lekko spóźniona, ale za to z talerzem babeczek (wyrobu własnego), a na dodatek przystrojonych zielenizną i baziami. Babeczki były zdrowotne wielce, bo to i z cukinią, i marchewką, i powidłami i Bóg wie z jakim pysznościami jeszcze.

zagadkiW narodzie lekkie poruszenie nastało, a potem tu już tylko, pomrukiwanie, mlaskanie, i zajadanie słychać było. A że od dawna wiadomo iż gdy szaro i buro na świecie, to endorfiny w człowiekach brak, i że słodkości jeno mogą ową substancję szczęśliwości przywrócić, więc uzupełnialiśmy endorfinę na ile starczyło babeczek. A że starczyło na wiele uśmiechów i po kilogramie endorfiny na człowieka, to widać na dokumencie poniżej!!!

DSC07321_8212_kopiaI tak to, dzięki babeczkom i ich twórczyni, ruszyliśmy do zadań domowych z entuzjazmem wielkim, a co kto doniósł, do wglądu poniżej!

Tematem zadań było: okna, drzwi, kościół na „górce”, panorama z „górki”, efekt „halo”, i to co było, a co kto jeszcze nie zaliczył!

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG CAMERA PICTURESSAMSUNG CAMERA PICTURESDCF 1.0DCF 1.0OLYMPUS DIGITAL CAMERADCF 1.0HPIM5963001HPIM3329001HPIM1726001HPIM0235001HPIM3330HPIM3323DSCN3332DSC07292DSC07284DSC07277DSC07265DSC03551_8212_kopiaDSC03547_8212_kopiaDSC03198DSC03154DSC_9257DSC_9256DSC_9221DSC_9206DSC_9193DSC_3323DSC_0550DSC_0181DSC_0107

A gdy zadania domowe omówione, opatrzone wzrokiem i rozumem, zabraliśmy się do praprzodków, których to na poprzednim spotkaniu napoczęliśmy, a dzisiaj dokończyć mam przyszło!

DSC07337DSC07334DSC07332DSC07331DSC07328DSC07325DSC07324DSC07321_8212_kopia

Koniec! Dzięki za odwiedziny:)

zachodzi pytanie…, ilu zostało zbałamuconych???? dwunastu??

Portretowo :)

I zachmurało się, więc portretem czas był się zająć. Modele się znaleźli (mniej lub bardziej dobrowolnie), więc można było zacząć portretować. Wyszło co wyszło, ale chyba nie najgorzej, bo każdy model się rozpoznał na fotografii, rodzina modela także rozpoznała krewnego czy krewną, więc fotografujący byli w sumie zadowoleni.

Bo czyż w portrecie nie chodzi o to by był rozpoznawalny?

Zawsze się to może przydać. Choćby na liście gończym, czy poszukiwany lub poszukiwana.

Mąż po zapałki wyjdzie i nie ma, a tu proszę! Portrecik jest, uciekiniera cap, i do domciu:) Sekcja z portretu zadowolona była i już!

1918334_132917580419245_7704747461544884346_n1

10624968_132917130419290_2379493505256174072_n1

12400606_132917700419233_714887425104385759_n1

12472692_132926543751682_8204407980602717254_n1

12509114_132917480419255_2064485030153061343_n1

12509351_132916977085972_8473524439112146100_n1

12512296_132916793752657_5452104896208290206_n1

12540923_132918033752533_8340905475899498810_n1

DSC06554

DSC06572

DSC06587001

Jak widać powyżej, portretowani i portretujący przeżyli zajęcia, znaczy się, wszystko dobrze:)

Historia na fotografii i nie tylko.

DSC07146„Przybyli ułani pod okienko… „,

choć ściślej mówiąc, nie przybyli, ale ich przyniesiono, nie pod okienko, a na stół. Innymi słowy…, stare fotografie do retuszu trzeba było przynieść, więc przyniesiono co kto w domowych pieleszach i po rodzinie wynalazł.

DSC07145001 tyle historii a tak niewiele zdjęć:)

DSC07152ach te kołnierzyki, perły i fryzury…, czar dawnych lat czaruje do dziś:)

A to siostrę cioteczną babci Jani, a to krewnego nie do końca wiadomego imienia, a to siebie we własnej osobie, tyle że 60 lat temu (tylko kto tu staroć?, fotografia, czy ten co ją doniósł?), a to pradziadka z prababcią, stryjecznego wujka Kazia, czy też innego praprzodka. 

Stare fotografie robią wrażenie, a już ułani (chyba oni)podbiły serca wszystkich białogłowych bez względu na pesel. Wiadomo, za mundurem panny sznurem!

Na dzisiejszych zajęciach przygotowano wyżej wymienione fotografie do retuszu (za tydzień przywracanie ładności poczyniane będzie), przeglądnięto i omawiano zadania domowe, a na koniec, nowe zadania zostały przydzielone.

DSC07149

DSC07170DSC07169DSC07166DSC07162DSC07160DSC07156DSC07153DSC07148

Do zobaczenia w kolejny czwartek, a poniżej, dowód że nie leniuchowaliśmy dzisiaj ,odrobione zadania domowe. na dzisiaj było: Mgła, Kominy, Portret, i wszelkie otwory do wykorzystania.

A tak poradziliśmy sobie z tymi tematami!

Dobrej zabawy :)))

_DSC0005_DSC0041_DSC0278_DSC0649_DSC9224_kopia_DSC9369_kopiaDCF 1.0DSC_0509DSC_0581DSC_8972DSC_9023DSC_9036DSC_9048DSC_9080DSC_9097DSC_9100DSC_9094001DSC02586DSC07066DSC07071DSC07725DSC09748HPIM0084HPIM1654001HPIM3637001SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

I to koniec tematu. do zaklikania:)

Tłusty czwartek

Jak wiadomo, pierwszy czwartek lutego jest tłustym czwartkiem ( choć luty najchudszym z miesięcy jest), i może właśnie dlatego pączkami i faworkami naród się zajada, by lutemu się choć trochę przytyło!

Czy tłusty, czy chudy, to czwartek jest czwartek,i zajęcia w sekcji są! Były więc jak trzeba, tyle że podjadane pączkowo. (jak nakazuje tradycja).

Rozpusta kaloryczna nie zmniejszyła naszego parcia na fotografowanie, i gdy ostatni pączek zniknął z talerza, lampy ustawiono, tło zawieszono, aparaty w dłonie wzięto i rozpoczęto realizację programu. Dzisiaj jak zawsze przeglądanie zadań domowych, a potem teorię zmieniano na praktykę.

Jak wyszło, można zobaczyć poniżej! My bawiliśmy się świetnie:)

tlusty_czwartekOmawianie prac domowych z pączkiem to jest to! Kalorie pomijamy milczeniem! Jutro będziemy pościć!

paczki Założenie bloga stało się faktem, więc teraz należało owo „cudo” przekazać społeczności sekcyjnej, czyli przekazać co i jak, gdzie i kiedy, jak wejść, jak napisać, jak wstawić focię i jak wyjść. Przyszli właściciele bloga słuchali uważnie, notowali gdy trzeba było, i od teraz można się spodziewać większej ilości autorów postowych!

DSC_00571001a jak skończyłam z wyjaśnieniami, to mogłam wreszcie pączkiem się zasłodzić, wszak zapracowałam uczciwie na niego!

Ale nie tylko jedliśmy! Dowód poniżej

DSC06712


tlusty_czwartek21tlusty_czwartek2tlusty_czwartek1DSC06752paczkiDSC06735DSC06734DSC06732DSC06730DSC06721

I jeszcze zaległe zadania domowe:)

Czarne, białe i kuliste, inne też:)

cykl_szronDSC_0280DSC_2332DSC01405DSC06692OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAja_tu_tuja_TAM_1Krakow_037monika_1monika_3monika_4MURALOLYMPUS DIGITAL CAMERA_DSC8083_int

To ostatnie to w ramach zachęty. Niech se owadzi popatrzy:)

ZAJĘCIA POD DACHEM

Za oknem już prawie zmierzch, więc zajęcia na miejscu. „Wywoływania duchów cd.”, jak sklonować coś, kogoś, na dłuższym czasie, portretowanie, i przeglądanie prac domowych.

Dzisiaj tylko troje odrobiło lekcje, reszta usprawiedliwiała się jak małolaty w podstawówce, (w tym i ja niestety) solennie obiecując poprawę. Uszło nam na sucho, bo sprawdzająca łagodnością się odznacza, a my leniuszki, odpowiednio skruchę okazać potrafimy. Jak się robi „klony” już wiemy, tyle że jeszcze wprawy brak, ale to do zrobienia.

Trzeba przyznać, że praca na długich czasach może być niezłą zabawą. Gdy już doszlifujemy się w tym temacie, na pewno się pochwalimy.

Póki co, parę portrecików (przy okazji strzelonych), parę kadrów dokumentujących naszą pracowitość, i kilka prac domowych, tych, co wzorowo je odrobili. (leniuszków pominiemy milczeniem!)

DSC06521

sekcja12PORT2001DSC06581001DSC06536001DSC06588DSC06585DSC06576DSC06574DSC06544DSC06573DSC06535DSC06533DSC06525DSC06523

zemsta.., cały czas ja robię ich, to raz oni mnie!

12640357_1667934856794395_5570445774919131571_o1002

ps. To nie prawda że jestem „Lazy”, jestem bardzo pracowita, i to jest wersja oficjalna, i jej się będę trzymać!

i Kolejne zadanie domowe, a tematem jego było…, zima, ja z perspektywy, (czyli, autoportret niekoniecznie „normalny”), duchy (czyli, się coś rusza – na dłuższym czasie), i …, co tam kto jeszcze zmajstrował, a chce się pochwalić.

1661163_148968058814197_4946729675794188785_n11910103_148969395480730_4569438615975686213_n11914393_148969768814026_6079990618192484640_n112417675_148969428814060_5451930366715313878_n212438994_148968838814119_8518581399131287184_n112439537_148968782147458_6726150690612373591_n112472684_148971022147234_7066874654167948843_n112493827_148970088813994_8679343150058239367_o112494659_148967668814236_4730789354839850728_n112507175_148967345480935_1608217836243016959_n112509722_148969942147342_3407283274601541780_n112510330_148968982147438_343061330714720025_n112523034_148967028814300_733211790549838860_n112523906_148966682147668_3467393312326215278_n112524094_148969802147356_3092590973586053421_n112540661_148967305480939_2697335733767589369_n112548925_148966872147649_4289378219653644440_n112553052_148966955480974_8719769451203839786_n112572991_148969288814074_6808290966033369839_n112573936_148970992147237_7039853108183644782_n112573960_148966705480999_3742893926406984748_n112592303_148967908814212_8436226411384381978_n1001DSC_0057DSC06365DSC06369

dzięki za odwiedziny i do zaklikania:)

WYSTAWY czyli…, żeby zawisnąć trzeba się napracować!!!

Gdy już człowieki trochę się naumieją tej fotografii, nawet tak trochę, to chciałyby się z cały światem tymi umiejętnościami podzielić. Cały świat na chwilę obecną sobie odpuściły, i skupiły się na tym mniejszym, naszym światem i jego postanowiły uszczęśliwić swoimi pracami.
 Gdy biegamy po plenerach, gdy siedzimy w sekcji, to zawsze z myślą, żeby zrobić dobre zdjęcie, a gdy już się nam nazbierało tych dobrych (naszym zdaniem) zdjęć, to Przewodniczka nasza zadecydowała o zrobieniu wystaw.

Każdy doniósł co miał najlepszego, kolektywnie zrobiono (jako że każdy dużo przyniósł) kolejną selekcję, i tak powstał materiał wystawy. Jak już to co na ekranie, przeniesiono na papier, i można było nasze światy w dłonie wziąć, to wzięliśmy, oprawiliśmy i zawiesiliśmy. Że dużo przy tym roboty to fakt, że roboty na wysokościach wykonać trzeba było, to fakt, że żyłki pękały i od nowa trzeba było zacząć, to fakt, że paluchy i kręgosłupy od oprawiania bolały, to fakt, ale co w bólach się rodzi podobno przynosi radość.

Tak więc, zawisła ta nasza „radość” w Pałacu Książęcym w Żaganiu i uroczyście ją powitano (tą „radość”,czyli prace nasze). Przy kawie (i do kawy), powspominaliśmy, jak to za naszymi pracami po ugorach i miastach nabiegaliśmy się, z jakim trudem wybieraliśmy z najlepszych te najlepsze i jak wreszcie słowo stało się ciałem i wystawy zaistniały. Wymieniliśmy się wrażeniami, wspomnieniami i w tak miłej atmosferze pławiliśmy się czas jakiś.

Teraz przychodzi czas kolejne polowania na kadry, które będą godne by zawisnąć! Bo na pewno powiesimy coś za czas jakiś!
 A oto dowód na prawdziwość słów wklepanych. Tak wyglądało przygotowanie i wieszanie!

934084_132942770416726_8041596004674161818_n1to kto dzisiaj nosi drabinę?

1003609_133050360405967_8636362151198834977_n1tu się przyciśnie, tam się przyklei, i gotowe  do wieszania!

12439046_133050513739285_352418045373670579_n1ile się trzeba na wklejać, by przykleić jak należy!

1934329_133050670405936_8588126163728515679_n1trzymaj, trzymaj, jeszcze chwila i wieszamy!

1936963_133051300405873_5051373129677010752_n1wyżej!, niżej! w prawo! w lewo! i znowu krzywo,:(

1374803_133051793739157_435344797411323571_n1

ale pamiętaj! żyłkę trzeba oszczędzać! 

12193617_133050013739335_6852466894253829877_n1

a mówiłeś że ciężki:)

wys2 trzymaj, trzymaj! damy radę!!!

10299585_133052013739135_5164984529069728644_n1 no tam, tam ten pająk jest! jak zabijemy do deszcz jutro będzie i nici z pleneru! Omijamy!

1661163_133050263739310_4691449404133074136_n1

sztuka też musi być czysta! 

10154357_133051150405888_4986029547298301550_n1jak się niesie cztery wieże, to można się zmęczyć!

12540696_133048917072778_2920030214633096869_n1 dobra! wy ściągacie, ja wieszam!

12510333_133051873739149_7680950902665136897_n1 całkiem nieźle się prezentują te nasze prace, a jak jeszcze je powieszą… 🙂

12509165_133052110405792_519322884892429708_n1myślisz że starczy już tej żyłki?

12510311_133051457072524_3803617557197772775_n1podnieś wyżej bo nie sięgam!

12549115_133053073739029_1628334803437053472_n1trafi? nie trafi? trafiła…, uffff

12565367_133052227072447_8176927023686442102_n1

no i gdzie żyłka się splatała!

WYSTAWA

581912_133053787072291_7433562237231867281_n11003592_133048550406148_1119609843360373154_n112400925_133054450405558_5421449547446968649_n112509897_133052303739106_1048684656333425623_n112540524_133054547072215_7064533192614658105_n112548965_133054307072239_2640775702360286757_n112549030_133050610405942_2900266405728321375_n1po_wystawie1na koniec części oficjalnej, ku pamięci dla potomnych,

wystawa1

wspólną fotografię poczyniono!

PO WYSTAWIE

 i kawa była, i do kawy, i rozmowy, wspominanie i snucie planów

1934867_133056150405388_3681324302226902338_n112565613_133055783738758_2613726243765563417_n1DSC04701DSC04708DSC04727

 gdy księżyc nad Pałacem Książęcym zawisnąć raczył, pożegnaliśmy się, i pod rękę z gwiazdami pomaszerowaliśmy do domów swych!

12507538_133056623738674_6586430778103187032_n1cdn… .

SKROMNY REMANENT Z 2015 ROKU czyli…, jak Balansowaliśmy między „chcę „, a „mogę”.

Rok 2015 już jest historią, więc trochę powtórki z historii. Tak więc…, zajęcia były i w plenerze i pod dachem. W dużej mierze decydowała pani aura, bo nie za miło w deszczu po ugorach z aparatem latać, a w słoneczny piękny dzień w kazamatach piwniczych (czytaj w pomieszczeniu zajęciowym sekcji) się kisić.
Więc jak słoneczko, to my naturę w kadrach zatrzymywaliśmy, a jak plucha i do d…., to teorię pogłębialiśmy, roślinki, nasionka i inne to i owo z bliska oglądaliśmy, czyli robiliśmy „makro”.
Jak już te „małe” na „duże” przerobiliśmy, to człowiek wszedł na tapetę i przed obiektyw, czyli…, „Portret”! Najtrudniej modela ucapić, ale jak już został , (została) ucapiona, i się zgodziła (zgodził), to poszaleliśmy! Wychodziło i tak i owak, ale w ogólnym rozrachunku temat został zaliczony na pięć, ku zadowoleniu i modeli i fotografujących. Tych pierwszych że już mogą odsapnąć, a tych drugich, że się spełnili artystycznie! Bo przecież artystycznie było, jest i będzie!
Co do plenerów, to, i grupowo, i indywidualnie, i we dwoje, i we czworo tuptaliśmy i tu i tam, i każdy zgodnie z tym co chciał zobaczyć i pokazać, upychał kadry swe w aparacie, by potem pokazać swój kawałek świata. Całość rozliczyła nasza przewodniczka po teorii i praktyce, i co miała do powiedzenia to powiedziała. Ale ludzka to Pani, więc dogadać się idzie:).
Tak to mniej więcej, (z naciskiem na mniej) było w tym 2015 r. A teraz parę kadrów na dowód że było tak jak było! PORTRET- MAKRO – PLENER – STUDIO

                       Prawie makro                     

1501_132920247085645_8047359970281140644_n1

 nie tyko kobiety w lustrze lubią się przeglądać…

1755_132918720419131_246029618586027263_n1

 z bliska nawet fasola wygląda ciekawiej

10320406_132920483752288_5652115775212835881_n1

głębia ostrości ma swoje prawa, tym razem skorzystały nasionka:)

12400782_148967162147620_7777492458591340497_n1

śnieg  na chwilę, bo słońce już mu kryształki przysmaża:)

12494997_132919330419070_9205901953766499645_n1

 trenowania głębi ostrości ciąg dalszy:)

12510224_148969258814077_1684803294580803873_n1

 w kropli rosy nawet kościół się zmieści

12540781_148970152147321_2154224709541001959_n1

                              mięta w szklance zamknięta

       A gdy pogoda za drzwiami, to i my pod błękitnym niebem, z aparatami w dłoniach

11204897_132923083752028_1082593622991802288_n1

a gdy się już trochę kadrów uzbiera, trzeba zobaczyć jak wyszło

12509658_132923580418645_1812766998173635727_n1zamrożenie wody w lecie jest i trudne i pracochłonne!

12508862_132924020418601_3554738621399102181_n1
no i gdzie te sarny co miały tu być???

12522998_132924947085175_5223662349568993537_n1

mówili że Bóbr wysechł, a tu jeszcze kaczki po rzece mają po czym pływać! 🙂

12508796_148967112147625_5040853399570716916_n1

a jak fotografowicz się zmęczy bieganiem za kadrami pięknymi,  to poleguje choćby na brzozie:)

943298_113080409069629_7417888531216677262_n1przymiarka nie tylko u krawcowej jest ważna, 🙂

1010708_113086505735686_5409994167977749508_n1

jak Ty mnie, to ja Ciebie:)

cdn… .

To my… .

Sekcja fotograficzna „ Balans” melduje się na blogowisku!hgsi

1560443_113068502404153_4132939956490917798_n1

Od dzisiejszego dnia będziemy dzielić się swoimi poczynaniami, a to znaczy, że zaistnieją na osi nasze wyczyny których dokonujemy za pomocą aparatów fotograficznych różnej maści i wielkości.

Jesteśmy nadal w fazie rozwoju, ale etap pieluchowy mamy już za sobą i weszliśmy odważnie w etap szkolny. Jest nas spora grupka i to wielopokoleniowa! Starsi nadążają za młodymi, a młodzi usiłują dogonić starszych! Zarażeni tym samym wirusem czyli fotografią, pozwalamy mu by nas zawirusował jak najmocniej co też i czyni ku zadowoleniu zawirusowanych!
Jednym słowem mówiąc…., robimy to co lubimy i to w dobrym towarzystwie! A jak to wygląda w realu? Pokażemy, opiszemy i sfotografujemy, a jeśli będziecie chcieli do nas zaglądnąć, będziecie tu mile widziani. A może dołączycie do nas?
A jeśli ktoś zapyta…, a po co wam to, przecież jest tyle fajniejszych, ciekawszych rzeczy do roboty?. To odpowiemy mu słowami James’a Lalropui Keivom’a, „ wielu ludzi pyta mnie. Dlaczego wciąż noszę ze sobą aparat i dlaczego robię zdjęcia. Wówczas odpowiadam „a dlaczego Ty jesz? „
I to prawda! Fotografowanie jest naprawdę czymś wspaniałym, bo to co zwyczajne, na fotografii potrafi być czymś nadzwyczajnym! ( a czasami nawet i na odwrót! ) :))
Na początek parę fotografii reportażowych z naszych zajęć. Cóż, należałoby się poznać:)

no to ruszamy!!! 🙂